Odpaliliśmy wyjazd na Tasmanię. Kiedyś bardzo chcieliśmy przejść tamtejszy szlak Overland - jeden z bardziej znanych w tej części świata. Było to ponad 20 lat temu. W tamtym czasie przeszliśmy też dwa słynne szlaki w Nowej Zelandii: Routeburn i Milford. Te poszły nam stosunkowo łatwo, ale na Tasmanię już nie dotarliśmy. Za daleko, za drogo i tak mijały kolejne lata.
Przełom nastąpił dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy nagle loty do Australii i Nowej Zelandii z USA stały się w miarę tanie. I tak pewnego listopadowego dnia w końcu zjawiliśmy się w Hobart na Tasmanii. Jak by nie patrzeć - to kierunek naprawdę odległy. Lecieliśmy z przesiadkami, a najdłuższy odcinek czekał nas z Dallas do Melbourne - jedyne 17.5 godziny.
Długą podróż uprzyjemniliśmy sobie wizytami w salonikach AA i Qantas. Nie ma to jak czekać na następny lot, kosztując dobrą kuchnię i popijając szampana, albo po długim przelocie wziąć prysznic.
Do Hobart w Tasmanii przylecieliśmy rano. Wypożyczyliśmy samochód i od razu ruszyliśmy do Parku Narodowego Mount Field ( ponad godzina jazdy).
| Russell Falls |








