niedziela, 23 listopada 2025

Hobart- cisza i historia na końcu świata

Hobart, stolica Tasmanii, nie robi pierwszego wrażenia w stylu „wow, metropolia”. I całe szczęście. To miasto nie próbuje nikogo uwodzić neonami ani szkłem. Leży spokojnie u ujścia rzeki Derwent, przyklejone do zboczy wzgórz, jakby od zawsze wiedziało, że pośpiech jest zbędny.

Salamanca Place to serce starego Hobart. Piaskowcowe magazyny z XIX wieku, dziś wypełnione kawiarniami, galeriami i małymi sklepami, pokazują, że historia może być używana bez nachalnej rekonstrukcji. W sobotę targ Salamanca Market zamienia tę spokojną ulicę w gęsty, ale nadal ludzki chaos: lokalne sery, chleb, owoce morza, rękodzieło. Wszystko bez krzyku, bez plastikowego uśmiechu.
Hobart nie powstało dlatego, że ktoś uznał to miejsce za idealne do życia. Powstało, bo Imperium Brytyjskie potrzebowało miejsca dla skazańców - zbyt daleko od cywilizacji, by ktokolwiek liczył na szybki powrót.

W 1804 roku założono osadę wojskowo-karną nad rzeką Derwent. Wybrano je pragmatycznie - dobry port, woda, wzgórza do obrony. Osadę nazwano Hobart Town na cześć brytyjskiego ministra kolonii. Pierwszymi mieszkańcami byli żołnierze, urzędnicy i zesłańcy. Budowali drogi, magazyny i port. Praca była ciężka, kary brutalne, a klimat chłodniejszy niż obiecywała propaganda. Tasmania szybko zyskała reputację miejsca, z którego nie da się uciec.

Z czasem Hobart stało się ważnym portem imperium. Przechodziły tu wyprawy na Antarktydę, handel, wielorybnictwo. Kamienne budynki w Battery Point i Salamanca Place powstały jako magazyny i domy ludzi, którzy wiedzieli, że są daleko od Londynu i nikt im nie pomoże.

Nie da się też pominąć trudnej historii rdzennych mieszkańców Tasmanii, niemal całkowicie zniszczonych przez kolonizację. Hobart nie ukrywa tego - miasto pamięta swoją przeszłość.

Podczas pobytu w Hobart spaliśmy w samym sercu miasta, w Lenna of Hobart. Budynek sam w sobie jest częścią historii - dawniej mieściły się tu magazyny i biura z czasów kolonialnych. Wnętrza zachowały charakter XIX-wiecznej architektury, a jednocześnie oferują wszystkie wygody współczesnego hotelu. Pobyt w Lenna of Hobart dodawał poczucia, że jesteśmy częścią miasta, które pamięta swoje początki. Po wyjściu z hotelu od razu trafialiśmy na nabrzeże, kawiarnie w Salamanca Place i wąskie uliczki Battery Point - wszystko w jednym kroku.

W 1842 roku Hobart otrzymało prawa miejskie i stało się stolicą Tasmanii. Z kolonii karnej przekształciło się w spokojny portowy ośrodek. Dziś Hobart to miasto ciszy, surowości i uczciwości. Pamięta, po co powstało, i nie udaje, że jest kimś innym.

Lenna of Hobart - recepcja hotelu znajdowała się w części historycznej, ale część mieszkalna było już współczesna
Wnętrza hotelu


Nabrzeża portowe



Fontanna na roku Salamanca Square


Lenna of Hobart posiad także parking

W centrum Hobart, tuż przy brukowanym Salamanca Square, stoi też dość zabawna i charakterystyczna rzeźba – „Happy Birthday Mr President”. To brązowa instalacja artystów Gillie i Marc, przedstawiająca dwie ich kultowe postacie – Rabbitwoman (na zdjęciu) i Dogman. W skrócie wygląda jak lekko przerysowana scena inspirowana słynnym momentem Marilyn Monroe z filmu The Seven Year Itch, w którym kobieta stoi nad kratką wentylacyjną i jej sukienka unosi się do góry. Rzeźba została zainstalowana w 2014 roku i szybko stała się jednym z tych punktów, przy których turyści i miejscowi lubią się fotografować. Ludzie często śmieją się z tej sceny i robią sobie zdjęcia obok, bo wygląda trochę jak popkulturowy żart w sercu historycznej części Hobart. 


Hotel Lenna of Hobart

Zwiedzamy hotel




Ostatniego dnia wpadliśmy na śniadanie w hotelu

Lotnisko w Hobart

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz