piątek, 21 listopada 2025

Port Arthur - cisza po piekle

Obiekt historyczny Port Arthur na Tasmanii, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jest najlepiej zachowaną osadą karną w Australii. Znajduje się zaledwie 90 minut jazdy od Hobart. Wizyta w Port Arthur to doświadczenie, które zostaje w pamięci na długo. W XIX wieku było to jedno z najcięższych więzień Imperium Brytyjskiego. Dziś panuje tu niemal nienaturalny spokój - i to właśnie on najmocniej podkreśla dramatyczną historię tego miejsca.

Port Arthur Historic Site
Tasmania, a szczególnie Hobart, od początku była przestrzenią dla ludzi żyjących poza normą. Ta historia zapisała się w genach mieszkańców wyspy. Spośród pierwszych 262 Europejczyków, którzy przybyli do brytyjskiej kolonii karnej, aż 178 było skazanymi przestępcami.

W 1830 roku gubernator Tasmanii zdecydował się utworzyć na Półwyspie Tasmana miejsce odosobnienia dla więźniów, którzy nawet na zesłaniu dopuścili się kolejnych przestępstw. Lokalizacja wydawała się idealna - półwysep łączył się z resztą lądu wąskim przesmykiem, szerokim na niecałe sto metrów.

Aby uniemożliwić ucieczki przez ten pas ziemi, zwany Szyją Orła, ustawiono linię agresywnych psów stróżujących. Jednocześnie rozpowszechniano pogłoski, że okoliczne wody są nie tylko lodowate, ale i pełne rekinów.

Przez kolejne 47 lat w Port Arthur osadzono około 12 500 skazańców. Dla najbardziej niepokornych było to miejsce prawdziwego piekła - z systemem izolacji, kar i psychicznego łamania. Ci, którzy podporządkowali się zasadom, paradoksalnie żyli tu w warunkach lepszych niż te, które znali wcześniej w Wielkiej Brytanii.

Spacerując dziś wśród ruin, w scenerii jednocześnie surowej i sielankowej, łatwo zrozumieć, jak mogły tu współistnieć te dwie skrajności - brutalność systemu i pozorny porządek.

Aby obsłużyć rozbudowaną produkcję zakładu karnego, zbudowano nawet prymitywną kolej - pierwszą na terenie Australii. Liczyła około 7 km długości i łączyła Zatokę Norfolk z Long Bay. Wagony poruszano siłą mięśni - pchali je sami więźniowie.

W 1877 roku kompleks został ostatecznie zamknięty. Później dwa pożary zniszczyły większość zabudowań. Mimo to część mieszkańców regionu nie chciała, by Port Arthur całkowicie zniknęło z mapy. Dzięki ich determinacji miejsce to przetrwało - dziś jako jedno z najbardziej poruszających świadectw kolonialnej historii Australii.


















Na współczesny odbiór Port Arthur cieniem kładzie się także tragedia z 1996 roku, kiedy to doszło tu do jednej z najtragiczniejszych masakr w historii Australii. W wyniku strzelaniny zginęło 35 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Wydarzenie to wstrząsnęło całym krajem i stało się impulsem do radykalnych zmian w australijskim prawie dotyczącym dostępu do broni palnej.

Po wizycie w Port Arthur ruszyliśmy jeszcze w głąb Tasman National Park. Przez długi czas jechaliśmy szutrową drogą, aż w końcu dotarliśmy do Fortescue Bay - szerokiej, spokojnej zatoki otoczonej dziką przyrodą. 

Nie mieliśmy już czasu, ale w Fortescue Bay ma początek kilka ciekawych szlaków jak ten do Cape Hauy
Fortescue Bay

Kemping w okolicy Fortescue Bay

Przypisy:

Wyspa skazana na zbrodnię

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz