| Port Arthur Historic Site |
W 1830 roku gubernator Tasmanii zdecydował się utworzyć na Półwyspie Tasmana miejsce odosobnienia dla więźniów, którzy nawet na zesłaniu dopuścili się kolejnych przestępstw. Lokalizacja wydawała się idealna - półwysep łączył się z resztą lądu wąskim przesmykiem, szerokim na niecałe sto metrów.
Aby uniemożliwić ucieczki przez ten pas ziemi, zwany Szyją Orła, ustawiono linię agresywnych psów stróżujących. Jednocześnie rozpowszechniano pogłoski, że okoliczne wody są nie tylko lodowate, ale i pełne rekinów.
Przez kolejne 47 lat w Port Arthur osadzono około 12 500 skazańców. Dla najbardziej niepokornych było to miejsce prawdziwego piekła - z systemem izolacji, kar i psychicznego łamania. Ci, którzy podporządkowali się zasadom, paradoksalnie żyli tu w warunkach lepszych niż te, które znali wcześniej w Wielkiej Brytanii.
Spacerując dziś wśród ruin, w scenerii jednocześnie surowej i sielankowej, łatwo zrozumieć, jak mogły tu współistnieć te dwie skrajności - brutalność systemu i pozorny porządek.
Aby obsłużyć rozbudowaną produkcję zakładu karnego, zbudowano nawet prymitywną kolej - pierwszą na terenie Australii. Liczyła około 7 km długości i łączyła Zatokę Norfolk z Long Bay. Wagony poruszano siłą mięśni - pchali je sami więźniowie.
W 1877 roku kompleks został ostatecznie zamknięty. Później dwa pożary zniszczyły większość zabudowań. Mimo to część mieszkańców regionu nie chciała, by Port Arthur całkowicie zniknęło z mapy. Dzięki ich determinacji miejsce to przetrwało - dziś jako jedno z najbardziej poruszających świadectw kolonialnej historii Australii.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz