sobota, 5 września 2026

Kearsarge Pass - drugie podejście

To było nasze drugie podejście do szlaku na Kearsarge Pass. Rok wcześniej wycieczka aklimatyzacyjna okazała się małą wyrypą i kiedy w końcu zjawiliśmy się na początku szlaku, było już zdecydowanie za późno, żeby zrobić coś sensownego tego dnia.

Sam wjazd do Onion Valley jest już atrakcją. Droga prowadzi wysoko w góry i z każdym kolejnym zakrętem coraz bardziej oddalamy się od doliny Owens Valley. Na końcu Onion Valley Road znajduje się parking i początek kilku szlaków prowadzących w wysokie partie Sierra Nevada.

Na przełęczy Kearsarge (3603 m)
Tym razem byliśmy już w nieco lepszej kondycji, choć i tak na szlak wyruszyliśmy dosyć późno. Trasa na Kearsarge Pass od początku prowadzi pod górę i praktycznie nie daje wielu okazji do odpoczynku. W zamian dostajemy coraz lepsze widoki na otaczające góry. Po drodze mijamy kolejne jeziora - Little Pothole Lake, Gilbert Lake, Flower Lake i Heart Lake, a wyżej także Big Pothole Lake. Z każdym kolejnym metrem krajobraz staje się bardziej surowy i wysokogórski.

Parking na starcie szlaku do Kearsarge Pass
Widok na doline Owens i drogę dojazdową

Little Pothole Lake

Gilbert  Lake
Gilbert  Lake

Gilbert  Lake
Gilbert  Lake
Nad jeziorem Gilbert
Heart Lake


Big Pothole Lake tuż pod przełęczą Kearsarge 

Wyżej szlak prowadzi już przez coraz bardziej skalisty teren, a przed nami pojawia się szeroka, pozbawiona drzew kotlina pod przełęczą. Ostatnie podejście to seria zakosów po kamienistym zboczu.

Nad nami przełęcz

Kearsarge Pass ma wysokość 11 823 stóp (3603 m). Po dotarciu na przełęcz znaleźliśmy się jednocześnie na granicy Kings Canyon National Park. Widok z przełęczy wynagradza cały wysiłek. Po drugiej stronie rozciąga się już zupełnie inny, wysokogórski krajobraz, a w dole widać część terenu, przez który prowadzą szlaki w kierunku Kearsarge Lakes i Rae Lakes.

Rae Lakes Loop był kiedyś na naszej liście planowanych tras, więc możliwość zobaczenia z góry fragmentu tego szlaku była dla nas dodatkową atrakcją. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek zaczyna myśleć, że może trzeba będzie tutaj kiedyś wrócić z większym plecakiem.

Na przełęczy Kearsarge z widokiem na drugą stronę na jeziora Kearsarge
Na przełęczy Kearsarge. Tablica informuje nas, że dotarliśmy do granicy z Parkiem Narodowym  Kings Canyon
Na przełęczy Kearsarge. Z lewej strony widać fragment jeziora Big Pothole Lake

Na przełęczy spotkaliśmy  grupy młodzieży z Kalifornii, która z dużymi plecakami przechodziły przez przełęcz w kierunku Kings Canyon National Park. Wyglądało na to, że ruszali na kilkudniowy biwak i pokonywali fragment dłuższej trasy związanej z John Muir Trail. W tej części Sierra Nevada piesze wędrówki z plecakiem są bardzo popularne, a Kearsarge Pass jest jednym z ważnych przejść umożliwiających dostęp do szlaków po zachodniej stronie Sierra Crest.


Na przełęczy Kearsarge pojawiały się coraz liczniejsze grupy turystów 

Na nas natomiast czekało jeszcze zejście do Onion Valley. I tym razem późny start dał o sobie znać. Na zejściu dopadł nas zachód słońca i ostatnią część trasy pokonywaliśmy już z latarkami. Na szczęście była to już sama końcówka szlaku, więc nie musieliśmy długo maszerować po ciemku.

Pora wracać
Big Pothole Lake




Ponownie na jeziorem Gilbert. Niedługo późnej szliśmy już w ciemnościach
Cała trasa na Kearsarge Pass i z powrotem ma około 15,5 km, a przewyższenie wynosi około 733 m. Nie jest to więc szczególnie długa wycieczka jak na warunki Sierra Nevada, ale wysokość i ciągłe podejście sprawiają, że trzeba ją potraktować poważnie. Tym razem udało nam się jednak dotrzeć na przełęcz - i zdecydowanie było warto.

Powrót z gór okazał się jednak nieco dramatyczny. Po zejściu ze szlaku nie mieliśmy już czasu na odpoczynek - musieliśmy od razu ruszyć w stronę Las Vegas, żeby zdążyć na poranny lot. Przed nami była długa nocna jazda, a zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki.

Co jakiś czas zjeżdżaliśmy na pobocze, żeby zrobić sobie krótką drzemkę i choć trochę odzyskać siły. Była to właściwie ciągła walka ze zmęczeniem. W środku nocy przejechaliśmy przez Dolinę Śmierci. O tej porze była zupełnie pusta - przez całą drogę minęliśmy zaledwie jeden samochód.

Do Las Vegas dotarliśmy nad ranem. Nie było już nawet czasu na Strip - musieliśmy oddać samochód i ruszyć na lotnisko. Po całej nocy spędzonej w samochodzie nasza przygoda z Kearsarge Pass dobiegła końca.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz